Otóż inna jakaś

Gry |pozycjonowanie |Loctite, kleje

„Otóż inna jakaś osoba zastąpiła teraz dziewczynę w tym jej dziwnym, zdenerwowanym spacerze, wyłoniwszy się zza drewnianej różowej budy. Zresztą był to raczej cień niż osoba rzeczywista, cień poruszający się w tym samym wymiarze, co i miotające się cienie za oknami pędzących pociągów, którymi Leon w swych alkoholowych krakowskich eskapadach nauczył się podróżować.
Jednakże nie był to ów bliżej nie określony ktoś, kto — bezimienny — wolał z przeciwległego brzegu lub już w Warszawie w gabinecie Wieczorkiewicza wykrzykiwał rozpaczliwie Au, au! czekam, czekam... jestem tutaj... do mnie!... Tym ra.em ten nowy ktoś miał nazwisko, i to znakomite. Typowa postać jego nie tylko anglistom, lecz i każdemu przeciętnie oczytanemu człowiekowi musiała się wydać znajomą. W białych pantoflach, w białych flanelowych spodniach, w granatowym mundurze ze złoconymi guzikami i w kapiącej kapitańskim złotem czapce miała ona dość wielką, omalże prostokątną bródkę, starannie utrzymaną i przystrzyżoną. Szła ścieżką w stronę Leona i na twarzy jej malowało się wielkie niezadowolenie, rosnąca dezaprobata. Zdawałoby się, mówiła do niego Nie dam, nie dam skrzywdzić tej dziewczyny.
Pogoda tymczasem szybko zmieniała się na gorsze, stawało się coraz duszniej. Coś niemiłego działo się z ciśnieniem. Leon odrzucił marynarkę na oparcie krzesełka. Dalszy jego pobyt w „Sportowej" był już zbyteczny, skoro dziewczyna odeszła — ale postanowił zaczekać jeszcze chwilę. Spowodowało to, że został przypadkowo świadkiem wcale pouczającej scenki. Bowiem przez ziejący ciemnym brązem otwór restauracji weszło trzech panów. Rozmawiali po niemiecku.“(5)

<<<< Stoję w tłumie ludzi | menologicznej patrz rozdz >>>>

pozycjonowanie |Porcelana ręcznie malowana |Mieszkania Opole