Stoję w tłumie ludzi
„Stoję w tłumie ludzi zapełniających oba chodniki na Buckingham Palące Road. Gęste szpalery wyprostowanych jak struna żołnierzy oddzielają nas od jezdni, którą majestatycznie sunie kondukt pogrzebowy, poprzedzany oddziałami wojska. Odkrywają się wszystkie głowy. Coraz bliżej trumna Generała, spowita w barwy narodowe. Za nią nie kończący się sznur limuzyn. W nich najbliższa rodzina, członkowie naszego rządu, premier Churchill we własnej osobie, dalej gabinet brytyjski in corpore i wiele innych znaczących osobistości.
Panuje przejmująca cisza. Nagle słyszę, jak stojący obok mnie Anglik mówi półgłosem do swojego sąsiada — Pogrzeb godny króla. — Zapewne, ale czy może to dla Polaków stanowić jakąś pociechę Lepiej o tym wszystkim nie myśleć. Przede mną jeden cel — jak najszybciej znaleźć się w Polsce. Zbrzydła mi Anglia.
Audley End. Niewielka miejscowość pomiędzy Londynem a uniwersyteckim Cambridge. Okazały dompałac w rozległym parku, zapewne przekazany czasowo na potrzeby wojska przez patriotycznie nastrojonego lorda lub bogatego Anglika dysponującego niejednym podobnym obiektem.
Funkcję komendanta kursu sprawował major Józef Hartman, przed wojną adiutant prezydenta Mościckiego. Wysoki, przystojny oficer o nienagannej prezencji, dobrze znany w Polsce z licznych zdjęć publikowanych w przedwrześniowej prasie. Ochotniczo zgłosił się do konspiracji w kraju. Miał za sobą wymagane przeszkolenie, lecz nie uzyskał zgody na skok. Zbyt łatwo mógł być w Polsce zdekonspirowany. Podobno nawet generał Sikorski miał powiedzieć „Zamiast wysyłać, strzelcie mu tu od razu w łeb. Na jedno wyjdzie" . Pozostał więc w Anglii. Wszystkich cichociemnych traktował wprost po ojcowsku. Był z nas dumny i zwał „swoimi chłopcami". Po wojnie zamieszkał pod Londynem i w przydomowym ogródku hodował róże. Było ich akurat tyle, ilu cichociemnych poległo w walce lub zostało zamęczonych. Zmarł w 1979 roku.“(4)
<<<< Dla pozostałych mieszkańców miasta
| Otóż inna jakaś >>>>